sobota, 8 listopada 2014

Któregoś dnia zapomnisz moją twarz

Jak mogę nadać imiona uczuciom, z którymi spotykam się po raz pierwszy? Gubię się w moim życiu. Nie umiem już nic. Nie mam żadnego celu, nie mam żadnej motywacji. W takim stanie nie byłam nigdy wcześniej. Zawsze było coś co pchało mnie do przodu, mimo wszystko. Przerażam samą siebie, i to jedyna rzecz, której się boję. Znowu zawiodłam się na ludziach. Znowu przestałam wierzyć w to, że komuś jestem naprawdę potrzebna. Smutne, że mówi to osoba 17-nasto letnia, która tak naprawdę nie zaznała życia. Przecież stoi przede mną jeszcze wiele przeciwności losu, które będą o wiele cięższe od tego co jest teraz, a skoro ja już z tym nie potrafię sobie radzić, to co dalej? Nie straciłam nikogo, oprócz samej siebie. Moja uczuciowość, skłonność do wyolbrzymiania wszystkiego i przejmowania się wszystkim jest zła, narzekam na nią. Czy nie powinno być tak, że albo zmieniamy to, na co narzekamy lub akceptujemy to takim, jakie jest? Dlaczego, wiedząc to wszystko, ja stoję w miejscu i ubolewam nad całym światem i nad sobą? Nie jestem szczęśliwa. Nie czuję się nawet żywa. Podziwiam ludzi, którzy cały czas wokół mnie są. Liczą się dla mnie nawet drobne gesty, nawet jak chociaż ktoś zapyta mnie co się dziś akurat stało, lub jeżeli ktoś przysiądzie się do mnie, kiedy siedzę sama wśród tłumu ludzi. Nie mam siły nawet płakać. Nie mam siły mówić wciąż tego samego. Nie mam siły dalej być tym, kim jestem. Mogę się tylko modlić, i czekać na jakiś znak.

Pozdrawiam,
Z.K.Kwiatkowska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz