Końcówka wakacji dodała mi motywacji i nadziei. Dziękuję przyjaciołom, chociaż są momenty kiedy chciałabym ich zabić np. kiedy wylewają mi kawę, ustawiają budzik w nieludzkich godzinach lub zachowują się gorzej niż pięciolatki. Ale za takie rzeczy jak "jestem pedofilem", ofiara, garnek i alkokuku ich kocham.
Teraz szkoła. Jesień. Chyba będzie dobrze.
Bardzo zły czas. Chciałabym teraz być w górach. Mieszkać tam. Zostać. Mogę zostać sama. Może być tak jak teraz. Ale chce zostać sama... Zamknę się gdzieś w kanciapie. Z kawą i książką i transmisją SGP. Tyle wystarczy. Tak byłoby wszystkim lepiej.A to dzieje się over and over again...
Wspaniałe 4dni. Najpiękniejsze w tym roku. Dobra cena, skonsultowane z kościołem, początkiem wszystkiego, stereotypowo, programowo, bang, i hot, booom, should get a room, softporn, disco, twerk, kocham, kocham, kooooocham.
Przede mną bardzo trudne zadanie. Zrezygnować z 80% rzeczy, które uwielbiasię to jednak jest mały problem. Nie ma rzeczy niemożliwych, ale wymaga to ode mnie trochę dyscypliny, samozaparcia i odpowiedzialności. Cieszę się, że coraz bliżej trochę wolnego czasu. Potrzebuję przerwy i chwili regeneracji. Czuję się w tej chwili trochę bardziej robotem niż człowiekiem. Byłabym w stanie uciec gdzieś daleko, najlepiej w góry, zostawiając za sobą wszystko. Uciec tylko po chwilę samotności.