Ziemia po wyjątkowo upalnym dniu, późną porą zaczęła oddawać swoje ciepło. Czułam to wyraźnie swoimi wszystkimi członkami. Od stóp do głów.
- Głupia. - mruknęłam.
Nie wiedziałam jak inaczej określić tę materię, która ze wszystkich sił próbowała mnie ogrzać. Nic nie było w stanie mnie ogrzać. To ja oddawałam ciepło. Te ciepło, którego zawsze było tak mało. To ciepło, które sama zawsze musiałam uzupełniać, poprzez dotyk jego wiecznie ciepłego ciała. Oddawałam je, tak samo jak oddawałam swoje ostatnie ciche oddechy. Nie miałam sił już nic mówić czy mruczeć. Krew po woli napływała do ust i krok po kroku dusiła mnie w jakże skuteczny sposób. Smak krwi wydał się jak słodki nektar. Wszystko nagle wydało się takie dobre i spokojne. W końcu je odnalazłam. Szczęście. Właśnie teraz gdy oczy zaszkliły mi się i znieruchomiały. Na zawsze.
Kwiatkowska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz